Praca uczennicy Antoniny Wójtowicz na Olimpiadę Cyfrową pt. Z jednej chmury pada deszcz z innej wypływają nasze dane

Jeszcze kilka lat temu, słowo chmura było dla nas jedynie zapowiedzią zmian atmosferycznych. Dziś słysząc to wyrażenie, pojawia nam się w głowie jego zupełnie nowe znaczenie, a mianowicie chmury obliczeniowej. Jest to nazwa ogółu najnowszych technologii informatycznych, które udostępniają użytkownikowi infrastrukturę IT w formie usługi internetowej. Dlaczego akurat CHMURA.Tak sugestywna nazwa pozwala przeciętnemu użytkownikowi zwizualizować sobie jej działanie, bez zagłębiania się w techniczne szczegóły. Poprzez takie uproszczenie nieświadomy usługobiorca oswaja się z niezrozumiałym i nie ma oporów przed korzystaniem z tej usługi. Stwierdzenie „Chmura nie istnieje, to zawsze jest czyjś komputer” może wzbudzać niepokój w niedoinformowanym konsumencie, stanowi jednak podstawę działania tego serwisu.
Idea przetwarzania danych w chmurze sięga początków ery komputerowej. W latach sześćdziesiątych John McCarthy, laureat nagrody Turinga, przedstawił wizję stworzenia komputera, którego moc obliczeniowa byłaby dostępna dla szerokiego grona odbiorców. Przełomem dla tej idei był rozwój Internetu w latach 90.’, ponieważ znacznie ułatwiło to udostępnianie danych. Jednak najbardziej dynamiczny rozwój cloud computingu, nastąpił w przeciągu paru ostatnich lat. Wynika to ze stale rosnących potrzeb użytkowników – zarówno prywatnych jak i publicznych, a także z potrzeby wdrażania modelu chmury we wszystkie sektory gospodarki, co ma wpłynąć na zminimalizowanie kosztów oraz zwiększenie ich efektywności.
Chmurą nazywamy aplikacje i infrastruktury IT udostępniane w formie usługi internetowej. Jest to po prostu ogólnodostępna moc obliczeniowa oraz miejsce dla danych. Wszelkie algorytmy komputera użytkownika są wykonywane nie bezpośrednio na jego komputerze, ale na serwerach providera – usługodawcy, znajdujących się w rozrzuconych po świecie serwerowniach. Jedynym ograniczeniem tej usługi jest wymagany dostęp do Internetu. Rozróżniamy trzy rodzaje chmury obliczeniowej – SaaS, PaaS i IaaS. Pierwszy z nich – Software as a Service, dostarcza klientowi potrzebne aplikacje i funkcje oprogramowania przez Internet. Programy takie nazywane są inaczej „oprogramowaniem na żądanie”. Zastosowania takiej chmury obejmują podstawowe elementy naszej wirtualnej działalności. Korzystamy z nich często nieświadomie, używając takich usług jak internetowa poczta elektroniczna, np. Google Mail lub usług przechowywania danych jak Dropbox. Drugim rodzajem chmury jest PaaS – Platform as a Service, który bazuje na udostępnianiu platformy informatycznej pod tworzenie aplikacji w konkretnym środowisku programistycznym, a następnie umieszczaniu jej w chmurze. Klient ma dostęp do usług służących do rozwoju, testowania i hostowania aplikacji. Ostatni rodzaj chmury, jednocześnie najbardziej zaawansowany to IaaS, czyli Infrastructure as a Service. Bazuje on najczęściej na dwóch poprzednich typach. Jego głównym założeniem jest udostępnianie całej infrastruktury (serwerów, baz danych, oprogramowania) firmom przez Internet. Najczęściej korzystają z tego przedsiębiorstwa, dla których tworzenie własnej serwerowni jest zbyt kosztowne i uciążliwe, a największymi usługodawcami są AT&T oraz BlueLock.
Korzyści płynące z korzystania z chmury obliczeniowej to przede wszystkim redukcja kosztów, łatwe skalowanie używanej usługi – dostępnej w ilości zależącej od potrzeb oraz dostęp do najlepszych możliwych technologii. Można by powiedzieć, że cloud computing nie ma wad, jest jednak jeden szczegół, który nadaje nowego znaczenia zdaniu „chmura nie istnieje, to zawsze jest czyjś komputer”. We wcześniejszym fragmencie mojej pracy wyjaśniłam, że chmura nie jest wirtualnym miejscem w przestrzeni, w której bezpiecznie znajdują się nasze pliki, ale gigantycznym zbiorem serwerów umieszczonych w wielu krajach na całym świecie, w których przechowywane i przetwarzane są nasze dane. Oznacza to, że informacje znajdują się dosłownie na czyichś komputerach, które mogą być umieszczone zarówno w Unii Europejskiej jak i w krajach trzecich. Generalny Inspektor Danych Osobowych dr Edyta Bielak-Jomaa ostrzega, że można przetwarzać dane w chmurze, ale musimy wiedzieć gdzie ma to miejsce. Przepisy związane z poufnością danych osobowych w chmurze wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Nie zawsze możemy mieć pewność, że dane nie trafią do krajów pozaeuropejskich, gdzie regulacje dotyczące ochrony danych osobowych znacząco różnią się od naszych, a serwery znajdujące się tam podlegają tamtejszemu prawu.
Rzeczywiście chmura jest jedynie symbolem ułatwiającym użytkownikowi zrozumienie jej funkcjonalności, a nie wirtualnym magazynem danych. Za tym określeniem kryją się niewyobrażalne ilości fizycznych serwerów obsługujących wszystkie algorytmy. Chmura pomaga w gromadzeniu i przetwarzaniu danych na całej Ziemi. Pamiętajmy jednak, że często dane te mają kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa użytkowników, dlatego największa zaleta chmury – dowolne umiejscowienie maszyn, które za nią stoją – staje się również jej największym zagrożeniem. Póki co, musimy wybierać między wygodą a bezpieczeństwem, ale z czasem, wraz z większą kontrolą tego mechanizmu, będziemy mogli cieszyć się nimi obiema.
Bibliografia:

http://computingcloud.pl/pl/

http://www.ptzp.org.pl/files/konferencje/kzz/artyk_pdf_2013/p108.pdf

http://europa.eu/rapid/press-release_MEMO-12-713_pl.htm

https://pl.wikipedia.org/wiki/Chmura_obliczeniowa